Jesteś tutaj: Publicystyka Czy rzeczywiście nie ma alternatywy?

Czy rzeczywiście nie ma alternatywy?


Przyczynek do krytyki neoliberalnego fatalizmu

Obecny model rzeczywistości społeczno - gospodarczej jest najczęściej określany jako "rzeczywistość zglobalizowana". Przy czym, modny ostatnio termin "globalizacja" oznacza po prostu serie zmian społeczno-gospodarczych. Na naszych oczach zmienia się całkowicie gospodarka, struktura społeczna, polityka i kultura. Szereg przemian, wynikający z zatarcia naturalnych granic (politycznych, geograficznych i kulturowych) wyzwala za sobą całą serię nieznanych dotąd zjawisk - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.

Przeobrażeniu ulegają zarówno gospodarka, kultura, struktura społeczna, polityka, jak i cała konstrukcja modelu społeczno-gospodarczego(tj. instytucje, dominujące tendencje, hierarchia ważności sfer życia społ. etc.) Krótko mówiąc mamy do czynienia z rewolucją podobną do przejścia z systemu feudalnego do kapitalistycznego.

Normalnym efektem każdej zmiany systemu gospodarczo-społecznego jest krystalizacja dwóch nurtów ideologicznych - krytycznego wobec nowych zjawisk (przy czym może on mieć charakter zachowawczy - "broniący" dotychczasowego stanu rzeczy, lub kreatywny - starający się ulepszać niedoskonałości, wynikłe z nowej sytuacji) oraz legitymizującego je. Obydwa nurty są niezbędne dla właściwego kształtowania się zmian. Dzięki krytycyzmowi zostają ocalone najważniejsze osiągnięcia sytemu przechodzącego do historii, oraz usprawnieniu ulegają te elementy nowej rzeczywistości, które wymagają zmian. Natomiast dzięki nurtowi legitymizującemu, rzeczywistość przybiera całkiem nową formę - dokonuje się postęp. Współistnienie obydwu nurtów nie jest, rzecz oczywista, wolne od antagonizmów, jednak jeśli zachowana zostaje między nimi równowaga, to przemiana dokonuje się w sposób prawidłowy - tzn. ani nie grzęźnie w przeszłości, ani nie burzy wszystkich wcześniejszych osiągnięć.

Niebezpieczeństwo związane z przemianami cywilizacyjnymi pojawia się dopiero, gdy nurt legitymizujący jest zbyt silny i dławi wszelką krytykę. Wynikiem takiej sytuacji jest najczęściej nie tylko niepotrzebne zniszczenie osiągnięć przeszłości, ale także uwypuklenie negatywnych skutków przemian - szansa na świadomą kreację przyszłości, jaką daje twórczy krytycyzm zostaje zaprzepaszczona, na rzecz dogmatycznego postrzegania zmian jako kompleksu zjawisk koniecznych, a więc nie podlegających osądom.

Obecna sytuacja w środowiskach elit politycznych i intelektualnych, wydaje się nosić znamiona dominacji nurtu legitymizującego. Przedstawiciele ideologii nowego liberalizmu i nowego konserwatyzmu, uznających globalizację za konieczność historyczną, nie dopuszczają do jakiejkolwiek krytyki. Wszelkie próby kwestionowania obecnego porządku, przez ruch antyglobalistyczny, traktują na równi z żądaniami powrotu do gospodarki towarowej. Moim podstawowym założeniem jest wykazanie, że zjawisko globalizacji podlega wszystkim opisanym powyżej prawidłowościom. Tak więc, wcześniej czy później, będzie potrzebne dopuszczenie nurtu krytycznego do koordynacji przemian, tak, aby istniała możliwość zniwelowania negatywnych skutków globalizacji

Jak już wspomniałem, seria zmian, określanych jako globalizacja, przekształca zarówno poszczególne elementy rzeczywistości społeczno-gospodarczej, jak i całą jej konstrukcję. Aby móc poddać charakter współczesnych przemian ocenie, należy chociażby w minimalnym stopniu je opisać.

Poprzez rewolucję w dziedzinie technik komunikacyjnych zatarciu uległy naturalne granice, wyznaczane przez geografię, państwa i regiony kulturowe. Jednak taka sytuacja pociągnęła za sobą nie tylko zwiększenie komunikacji, "zglobalizowaniu" uległy także wszystkie sfery życia społecznego.

Działalność gospodarcza, dzięki tanim i szybkim możliwościom komunikacji i transportu, uległa intensyfikacji i wyzwoliła się spod panowania państwa narodowego - zarówno praca, jak i kapitał są dziś zależne od państwa jedynie w stopniu minimalnym. Można by rzec, że dotychczasowy układ władzy się odwrócił - teraz to państwa zabiegają o przychylność inwestorów. Analogiczna sytuacja (zglobalizowanie) nastąpiła w kształcie struktury społecznej i życiu politycznym. Struktura społeczna uległa dostosowaniu do "uwolnionej gospodarki". Realia silnej konkurencji (rynkiem jest cały świat, a protekcja państwa nie istnieje) i zanik sektora państwowego wymuszają silne przesunięcia władzy w układzie ekonomicznym na korzyść właścicieli i "klasy menedżerskiej", godzą natomiast w osiągnięcia ruchu robotniczego takie jak pewność zatrudnienia, regulacje prawne czasu i warunków pracy, czy współdecydowanie o kształcie przedsiębiorstwa.

Poza "rozstrzygnięciem walki klas na rzecz bogatych" we współczesnych społeczeństwa dają o sobie znać także tendencje do zaniku sektora prywatnego i spadek szacunku do zawodów (jeszcze) z nim związanych - reguły gry rynkowej wkraczają powoli także w dziedzinę medycyny, opieki społecznej, edukacji. Wraz z poddaniem społeczeństwa "dyktaturze wolnego rynku", przeobrażeniu uległa także polityka. Klasyczny schemat oceny partii politycznych według filozofii do której się odwołują nie ma już sensu. Myśl współczesnego liberalizmu jest identyczna z nowym konserwatyzmem; socjaldemokracja z kolei zmieniła całkowicie swój system wartości i zaakceptowała swojego największego wroga - niczym nieograniczony wolny rynek. Wydaje się więc jasne, że wszystkie współczesne ideologie akceptują zastaną rzeczywistość - po dziewiętnastowiecznym krytycyzmie nie ma dziś śladu. Również kultura ulega serii burzliwych przemian, nie tylko zyskując nowe źródła i drogi wyrazu, ale także powoli poddając się prawom wolnorynkowej działalności gospodarczej. Poprzez stratę mecenatu państwowego, jedyną możliwością dotarcia do odbiorcy jest korzystanie z praw rynku, a te bezwzględnie zmieniają niezależny charakter dzieła w element "gry o konsumenta".

Jednak całej powyższej serii zmian nie zwieńczyło jeszcze ukształtowanie się całkiem nowej rzeczywistości społeczno-gospodarczej. Jak słusznie zauważył Leszek Balcerowicz określanie współczesnej ekonomii jako zupełnie nowej i zrywającej z wszystkimi prawami kapitalistycznej działalności gospodarczej jest nieścisłe - mamy do czynienia z tą samą gospodarką kapitalistyczną, ale przekształcają się jej dotychczasowe relacje z władzą państwową, zmianie ulega jej pole działania (szerszy zakres), oraz powoli zmieniają się stosunki produkcji (ekspansja ’klasy menedżerskiej’). Również w kwestii wykształcania nowej władzy nie może być mowy o rewolucji - nie istnieją instytucje konsolidujące społeczność światową (o śmiesznej roli ONZ, ILO, czy UNICEF’u ni warto nawet wspominać - nie mają one żadnej realnej władzy). Można by rzec, że o ile działalność gospodarcza przybiera już całkiem nowe formy i jest ściśle związana z globalizacją, to władza i przedstawicielstwo społeczeństwa są ciągle obwarowane granicami naturalnymi. Podsumowując, globalizacja ogarnia wszystkie sfery życia społecznego, ale nie doprowadziła jeszcze do całkowitej zmiany systemu społeczno-gospodarczego (znajduje się jednak na najlepszej do tego drodze). Jednak rozważania, na ile globalizacja stanie się całkowitą zmianą cywilizacji, nie należą do zagadnień tego krótkiego tekstu. Realizując główne założenie moich rozważań, chciałbym przejść do oceny filozofii żarliwie afirmującej współczesne zmiany, czyli neoliberalizmu.

Gdyby nie istniały filozofie afirmujące przemiany społeczne i osadzające nową rzeczywistość w spójnym systemie wartości, najprawdopodobniej krytyka o charakterze zachowawczym bardzo szybko zatrzymałaby wszelkie zmiany. Bez pracy intelektualnej Charlesa Babbage’a i Adama Smith’a rewolucja przemysłowa natrafiłaby na o wiele silniejszy opór ze strony środowisk pragnących zachować dotychczasowy stan rzeczy. Również marksistowskie założenie o historii zmierzającej nieuchronnie do komunizmu pozwoliło przekonać rzeszę intelektualistów do poparcia rewolucyjnych zmian - zwłaszcza w okresie "eksplozji rewolucji" w Europie Wschodniej i Niemczech, po pierwszej wojnie światowej, gdy wydawało się, że "komunizm nadciąga". Nie należy oczywiście przeceniać roli, jaką odgrywają ideologie w dokonywaniu się przemian społeczno-gospodarczych - system kapitalistyczny powstałby prawdopodobnie i bez poznania przyczyn bogactwa narodów. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że "ideologie afirmujące" przyczyniają się nie tylko do interpretacji zmian, ale także ich społecznej akceptacji.

Zadanie "uzasadnienia moralnego" globalizacji, wzięły na siebie dwie ideologie - nowy konserwatyzm i nowy liberalizm. Obydwie wyrosły na nurcie krytycyzmu wobec poprzedniej formy kapitalizmu - keynesowskiego systemu gospodarki regulowanej. U podstaw obydwu legło założenie, że keynesizm powoduje nadmierna biurokrację, tłamsi przedsiębiorczość i hamuje indywidualizm. Błyskotliwa krytyka systemu interwencjonizmu państwowego, przeprowadzona przez Friedricha von Hayek’a i Ludwiga von Misesa, w swoich ostatecznych tezach przedstawia niczym nieregulowany wolny rynek, jako jedyną formę działalności kapitalistycznej, zgodną z prawami ekonomii. Tezy Hayek’a i Misesa trafiły na podatny grunt - społeczeństwo i gospodarka ’ery przedthetcherowskiej’ były zmęczone wszechobecnymi "plagami keynesizmu". Nic więc dziwnego, że dość szybko wdrożono je w życie w Wielkiej Brytanii i USA, gdzie kredyt zaufania uzyskali krytycy dotychczasowej sytuacji - Ronald Reagan i Margaret Thatcher. Rewolucja neokonserwatywna i neoliberalna sprzęgły się w czasie z początkiem globalizacji, stając się automatycznie jej zapleczem ideologicznym. Prześledźmy więc, w jaki sposób obydwie ideologie uzasadniają obecny stan rzeczy.

Zgodnie z dogmatami nowego liberalizmu, działalność gospodarcza i nauka o niej - ekonomia, rządzą się prawami niezależnymi od systemów wartości. Ekonomia, w ujęciu neoliberalnym, czy neokonserwatywnym jest taką samą nauką jak fizyka, czy matematyka, tak więc nie można oceniać jej praw ani efektów, tak jak nie oceniamy moralnie prawa grawitacji. Jedyną możliwą postawą wobec wolnorynkowej odmiany gospodarki jest odkrycie jej praw i bezwzględne podporządkowanie im życia społecznego. Należy przy tym zwrócić uwagę, na fakt, że za jedyny model gospodarczy, ’zgodny z prawami ekonomii’ neoliberałowie i neokonserwatyści uznają wolny rynek bez regulacji państwowych, z silnym zaakcentowaniem roli właścicieli i menedżerów, jako klas kierowniczych. Tak więc wolny rynek, zgodnie z hasłem Margaret Thatcher, "nie ma alternatywy" - skoro realizuje w praktyce prawa ekonomii, to jest on jedynym systemem społeczno-gospodarczym, który zapewnia stabilny i wydajny rozwój gospodarczy. Całość stosunku nowego liberalizmu i konserwatyzmu do innych przejawów globalizacji, wynika w zasadzie z założeń ekonomicznych - struktura społeczna musi zostać podporządkowana prawom ekonomii, jeśli chce się osiągnąć postęp; natomiast polityka musi być całkowicie odseparowana od działalności gospodarczej, jeżeli chcemy, aby wszystkie prawa wolnego rynku działały bez zakłóceń.

Widać więc jasno, że obydwie ideologie cechuje swoisty "fatalizm" wobec globalizacji. Wychodząc z dogmatu zagwarantowania prawom ekonomii stabilnej bazy społeczno-politycznej, stajemy wobec rzeczywistości, której nie można zmienić. Ponieważ jakakolwiek zmiana struktury społecznej, chociażby zagwarantowanie losu najmniej zarabiających pracowników fizycznych (w rodzaju ustawowego określenia czasu i warunków pracy, czy ograniczenia swobody zwolnień), nie wchodzi w grę z powodu "zaburzania stabilnego układu praw rynku", musimy akceptować nie tylko osiągnięcia wolnego rynku, ale także jego niezaprzeczalne okropieństwa.

Właśnie ostatnie stwierdzenie naprowadza nas na sedno problemu. Każdy, kto choć trochę orientuje się we współczesnym świecie, wie dobrze, że globalizacja niesie ze sobą zarówno wspaniałe możliwości, jak i poważne problemy. Obok zniknięcia groźby ze strony biurokratycznego państwa, pojawiło się zagrożenie ze strony "uwolnionych" multikorporacji i biznesu, które nie odczuwają żadnej presji na zapewnienie godziwych warunków pracy, ochrony środowiska, czy zwracania uwagi na pozagospodarcze konsekwencje swojej działalności (dotychczas tę presję wywierało państwo i ruch robotniczy - globalizacja zminimalizowała ich rolę); to prawda, że wolny rynek zapewnił swobodny rozwój jednostkowy, ale został on stworzony tylko dla właścicieli i menedżerów (i to tylko sektora prywatnego) kosztem ekonomicznego zniewolenia (czy raczej podporządkowania) całej reszty społeczeństwa; prawdą jest także, że mamy do czynienia z wspaniałą rewolucją kulturalną i naukową - kontakty międzyludzkie i wymiana poglądów mają wymiar międzynarodowy, ale wciąż z możliwości rozwoju korzystają tylko najbogatsze społeczeństwa; także w kwestii konsolidacji społeczeństwa międzynarodowego nie poczyniono ani jednego kroku na przód - jak słusznie zauważył Noam Chomsky układ geopolityczny świata ciągle przypomina erę kolonializmu, a organizacje międzynarodowe służą albo do realizowania interesów bogatej północy, albo są przez nią ignorowane. Wszystkie powyższe zjawiska nie znikną dzięki dalszemu postępowi globalizacji, gdyż, jak wiadomo powstały wraz z nią i nie istnieją żadne przesłanki do stwierdzenia, że dalszy postęp globalizacji w jakiś sposób je wyeliminuje.

Chciałbym teraz przejść do najważniejszej części "krytyki neoliberalnego fatalizmu". Powyżej opisałem tylko niektóre problemy "ery globalizacji" - wiadomo, że są one ściśle z nią zespolone, a konkretnie stanowią jej skutki. Skoro zaistniała sytuacja, w której przemiany cywilizacyjne zaczynają przynosić negatywne efekty, zarówno pod względem moralnym (pogłębienie różnic materialnych i zatrzymanie pomocy dla najuboższych w imię efektywnej konkurencji), jak i funkcjonalnym (społeczeństwo i gospodarkę dręczą protesty niezadowolonych), to nadszedł czas na zmianę kierunku przemian. Globalizacja musi zostać poddana kontroli, która usunie jej negatywne konsekwencje. Taka sytuacja jest naturalna dla wszystkich przemian społeczno-gospodarczych: W czasach konstytuowania się kapitalizmu powstał wywodzący się z marksowskiej krytyki ruch robotniczy, pozwalający na obronę interesów tych, którzy na zmianach stracili. Podobna sytuacja musi zaistnieć także dzisiaj. Co stoi więc na przeszkodzie?

Odpowiedź należy połączyć ze sposobami działania ruchów krytycznych - istnieją zasadniczo dwa: działający w ramach (reformatorski) i przeciw systemowi (rewolucyjny). Działalność obydwu jest równie ważna, gdyż nurt rewolucyjny działa bezpośrednio w miejscach, gdzie zachodzi taka potrzeba oraz nagłaśnia pojedyncze przypadki, nt. nurt reformatorski uzyskuje zalegalizowanie osiągnięć rewolucjonistów. Dzisiaj obydwa nurty krytyczne wobec globalizacji są bardzo słabe. O ile ’rewolucjoniści’ potrafią jeszcze osiągnąć jako takie efekty (chociaż i tak reprezentacja bezpośrednich pokrzywdzonych na antyglobalistycznych demonstracjach jest niewielka) - chociażby zablokować MAI, czy rozbić szczyt WTO, to nurt reformistyczny nie potrafi przebić się do oficjalnego dyskursu i podjąć wyzwania neoliberałów.

Jednak, wbrew pozorom, słabość ruchu krytycznego nie jest prawie w ogóle winą samych krytyków. Odpowiedzialność za niesłabnącą retorykę sukcesu, która przeczy faktom ponoszą przede wszystkim przedstawiciele neoliberalizmu i neokonserwatyzmu. Niesłabnący w oficjalnych mediach ton, przypomina erę Margaret Thatcher - TINA, TINA, TINA. Tym czasem, jak się okazało wolny rynek nie tylko posiada alternatywę (być może jeszcze nie do końca sprecyzowaną) wychodzącą naprzeciw problemom współczesnej cywilizacji i reprezentowaną przez ruch antyglobalistyczny, ale także sam w sobie zawiera wiele sprzeczności. Przykładem koronnym może być tu zachwianie klasycznego założenia, że przy nieregulowanej konkurencji ceny dążą do najniższych, przy zachowaniu wysokiej jakości - dokładnie wiadomo, że na popyt wpływa nie tylko prosta kalkulacja, ale także kwestie mody, odpowiednio silnej reklamy, czy prestiżu powiązanego z marką, dzięki czemu produkty "ekskluzywne" nie przejawiają już tendencji do spadku cen. Można więc stwierdzić za Georgem Sorosem, ze wolnorynkowy model neoliberalizmu jest w istocie dużym uproszczeniem, odwołującym się do sytuacji idealnie spełniającej wszystkie założenia.

Tak więc, pomimo oczywistych mankamentów nadal lansowany jest neoliberalny model interpretacji świata - nie tylko w środowisku elit intelektualnych, ale także politycznych, w których zawierają się także przedstawiciele organizacji o wiele potężniejszych (bądź po prostu o zasięgu międzynarodowym) niż państwa - Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ONZ, G-8. Sytuację w której nurt legitymizujący pozytywnie stymuluje przemiany, mamy już dawno za sobą. Obecnie wkraczamy w erę podobną do porewolucyjnej Rosji, gdzie co prawda jeszcze nie eksterminuje się fizycznie dysydentów (który to los spotkał np. anarchistów rosyjskich), ale za myślenie prawidłowe uznawane jest tylko powtarzanie poglądów Hayek’a, czy Fukuyamy. Ogrom propagandy wolnorynkowej jest widoczny na pierwszy rzut oka, gdyż jakiekolwiek kwestionowanie obecnego kształtu gospodarki, czy społeczeństwa spotyka się z reakcjami, jak gdyby wątpiono w okrągłość ziemi. W wywiadzie dla tygodnika ’Wprost’ Edward Luttwak porównał neoliberałów do bolszewików, miał racje w tym sensie, że zarówno bolszewicy, jak i neoliberałowie uważali / uważają, że posiadają monopol naprawdę absolutną.

Szukając sposobów na wyjście z obecnego impasu, chciałbym wskazać na twórczy charakter ruchu antyglobalistycznego. Wszystkie współczesne problemy, które powoli docierają do świadomości nie tylko elit, ale także całego społeczeństwa, muszą w najbliższym czasie ulec rozwiązaniu. Ceną, jaką zapłacimy, za pozostawienie globalizacji własnemu biegowi, będzie bowiem nie tylko eksplozja społecznego niezadowolenia, które i tak przybiera już radykalne formy (np. w postaci powstania zapatystów), ale także całkowita dyskredytacja moralna wszystkich ideologii - zarówno afirmujących jak i nieskutecznie krytykujących. Żyć w zgodzie na niesprawiedliwość jest nie sposób - nie można sobie na to pozwolić odwołując się do jakiegokolwiek, inteligentnego systemu wartości. Jednak, aby móc zmienić rzeczywistość, należy użyć obydwu wyżej wspomnianych dróg. Zarówno "rewolucyjne" działanie, w rodzaju demonstracji, bojkotów, czy organizowania pokrzywdzonych, jak i reformistyczne zmienianie systemu "od wewnątrz", muszą współdziałać i tworzyć rzeczywiste wartości i alternatywy. Pomimo tymczasowej słabości i chaosu ideologicznego, należy podjąć twórczą pracę, tak, aby możliwy stał się świat bez sukcesu elit kosztem większości.

W artykule ’Czy nowy Marks znów ocali kapitalizm` Piotr Ikonowicz wskazał na ruchy krytyczne - zarówno te dziewiętnastowieczne, jak i współczesne, jako na czynnik, który cywilizuje kapitalizm. Nie potrzeba być marksistą, by zgodzić się, że globalizacji i wolnemu rynkowi potrzebny jest ruch społeczny, który je ucywilizuje.


Jakub Grzegorczyk
12.07.2001

Kontakt

 info@attac.pl

    

© wszystkie prawa zastrzeżone